Kalendarz » Dębica

    Brak wydarzeń.

561.B. Angelika Ptak 15 lat

22 stycznia 2016, Dębica

Polska

województwo podkarpackie/ Dębica

15 lat

 

Publiczne Gimnazjum w Brzeźnicy, 39 – 207 Brzeźnica, ul. Szkolna 1

    

nauczyciel: Urszula Maź

 

Legendę „Kotły z Głobikowej” opowiedziała:     Angelika Ptak

 

Na podstawie :” W cieniu Palany Gery - Legendy z okolic Dębicy” K. Ozgi

 

         

                                                    Kotły z Głobikowej

                    

              To już dzisiaj. Tego dnia spełni się jego największe pragnienie. A co jest tym jego pragnieniem? Ona. Za parę godzin złożą sobie przysięgę małżeńską. Będzie ją miał już na zawsze. Nikt ani nic mu jej nie odbierze. A on będzie o nią tak dbał i tak się troszczył, że dziewczyna będzie popadała w melancholię podczas każdej ich sekundy rozstania.

Wiecie, jak wyglądają wesela, prawda? Państwo młodzi spotykają się w domu, tam dostają błogosławieństwo od rodziców. Później jadą do kościoła, gdzie kapłan każe im powtórzyć słowa przysięgi, bardzo pięknej przysięgi: „(…) i że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. Następnie wracają do domu, przyjęcie, goście, tańce, zabawy...

Lecz czasami, gdy wszyscy goście wraz z orkiestrą opadną z sił, głos zabierają starzy bajarze i opowiadają…

            - To miało miejsce tutaj, w naszych okolicach – bajarz wstał, by wszyscy mogli go wyraźnie słyszeć – dokładniej w Głobikowej. Kiedy? W lecie 1656 roku. Wtedy to mieszkały tu dwa najpotężniejsze i najbogatsze rody w okolicy: Rogójskich i Zielińskich. Rogójscy mieli syna - Michała. Zielińscy mieli córkę - Anusię. Obydwoje byli jedynakami. Obydwoje byli oczkiem w głowie swoich rodziców. Jak zapewne się domyślacie, żadna ze stron nie miała serca zabronić tym młodym sympatyzować ze sobą od dziecka. A para uroczych bąków oczywiście to wykorzystała. Od lat najwcześniejszych byli  najlepszymi przyjaciółmi, powiernikami i towarzyszami zabaw. Ale dzieciństwo się skończyło, a wraz z jego końcem  narodziło się coś nowego i bardzo pięknego. Uczucie miłości między tymi dwoma.

Los sprawił, że Michał coraz częściej wyjeżdżać musiał na wojaczki. W końcu przecież nauczony był rzemiosła rycerskiego. Mimo, iż to mocno utrudniło kontakt zakochanej parze, ich miłość nie gasła, a wręcz przeciwnie. Zaczęto planować ślub. Chłopak był wtedy porucznikiem dragonów u hetmana Czarnieckiego. A czasy były niespokojne. Oczywistym był fakt, że to nie moment na żeniaczkę, ale czy parę zakochanych cokolwiek da radę powstrzymać? Okazuje się, że jednak tak. Michał został pchnięty rapierem w czasie zdobywania Warszawy. Nieprzytomnego i wykrwawionego chłopaka przyniesiono pod jego dom, by mógł odejść do Boga wśród rodziny.

Ale Rogólscy nie należeli do tych, którzy się poddają. Zaczęli chłopaka okładać ziołami, smarować maściami i balsamami, poić tłustymi rosołami. Anusia przez cały ten czas czuwała przy jego łożu. Wyobrażacie sobie, jakie to uczucie widzieć swojego ukochanego, podczas gdy ten jest nieprzytomny? Nieprzyjemnie, prawda? Lecz na jej szczęście Michał już po tygodniu otworzył oczy. Teraz możecie wyobrazić sobie szczęście, jakie poczuło to dziewczę. Słychać było piski radości, śmiechu i płaczu na przemian. Tuliła go jak największy skarb, bo on przecież był jej największym skarbem. W końcu z tego całego wycieńczenia Anusia zasnęła.

            Michał po kolejnym tygodniu wracania do zdrowia zaczął próbować wstawać. Lekarze orzekli, że potrwa to jeszcze około dwóch miesięcy. Postanowiono więc termin ślubu wyznaczyć na Siewną. Chłopak będzie wtedy już na tyle silny, by stanąć z Anusią przed ołtarzem, ale na wojaczkę wciąż będzie za słaby.

            Wesele miało być takie, jakiego jeszcze nikt nie widział. W końcu przecież łączyły się dwa najbogatsze rody z okolicy. Rozesłano drużbów, aby roznieśli zaproszenia. Goście chętnie je przyjmowali.

W tych czasach panował taki zwyczaj, iż zaproszeni odwiedzali dom rodziców narzeczonego bądź narzeczonej. Składali im wtedy prezenty mające zwiększyć posag przyszłej pary młodej.

Najczęściej były to klejnoty, chociaż często zdarzały się również sakiewki wypchane złotymi lub srebrnymi monetami.

            Mimo iż wojska szwedzkie posuwały się na południe, zaś Polskie cofały na wschód, nikt sobie nic z tego nie robił. Przygotowania do ślubu trwały nadal.

 Szwedom opór stawiały gromady chłopskie. Wyszkolone były przez Czarnieckiego, w czasie wiosennej kampanii, do prowadzenia wojny partyzanckiej. Kilka dni przed zaślubinami chłopom na terenie Ropczyc udało się urządzić wyśmienitą zasadzkę na oddział szwedzki, który wracał właśnie z inkwizycji. Odzyskali zgrabione mienie oraz wybili Szwedów. Tylko dwóm udało się uciec. W przeddzień wesela do Głobikowej dotarła wiadomość o tym, że Szwedzi chcą trafić na oddział gromady chłopskiej, która wybiła ich braci. Penetrują okoliczne wioski. Grabią przy okazji wszystko, co tylko się da. Postanowiono więc ukryć kosztowności. Zarówno Rogólscy jak i Zielińscy wsadzili do dwóch miedzianych kotłów wszystkie mieszki z pieniędzmi, pierścienie, sygnety, naszyjniki, diademy, bransolety, spinki oraz klejnoty i pieniądze przechowywane w domu. Obwiązali wszystko skórą i zakopali.

Tylko najbardziej zaufani ludzie wiedzieli, gdzie teraz znajduje się miejsce podziemnego skarbca.

            Odprawiono wesele. Anusia tego dnia strojona była przez drużki. Być może dzięki ich zręcznym dłoniom, a być może dzięki szczęściu, którym promieniała panna młoda, wyglądała dzisiaj niesamowicie pięknie. O wiele piękniej niż zazwyczaj. Atmosfera przy przygotowywaniu Anusi była  radosna. No… może do momentu, gdy dziewczęta usłyszały okropne hałasy, niczym duża liczba mężczyzn ucztowałaby właśnie w pobliżu.

Anusia posłała kilka dziewcząt, by sprawdziły, co się dzieje. A one jak to młode gąski, wypadły na dwór tanecznym krokiem. Ujrzały oddział Szwedów. Chciały się cofnąć, lecz było już za późno. Pijani Szwedzi, którzy właśnie ucztowali przy stole przygotowanym na wesele, zaczęli je gonić. Domownicy i  przybyli przed czasem goście, stanęli w ich obronie.

Wtedy właśnie rozwścieczeni Szwedzi dobyli rapierów i pistoletów. Rozpoczęła się rzeź. Posiadłość stanęła w ogniu.

            Z posady Rogólkich widać było dym i oznaki potyczki. Michał, który to zauważył, od razu złapał za miecz i wsiadł na konia. Po drodze tylko krzyknął na kilku pachołków, by ruszyli razem z nim. Gnał na pomoc ukochanej. Ale nie tylko on zauważył ten dym. Przybył również pomocniczy oddział Szwedów, który właśnie przeczesywał okolicę. Otoczyli wioskę.

Wiadomo, że zaskoczeni Rogólscy nie mieli szans z dwoma dobrze uzbrojonymi oddziałami rajtarów. Zginęli z rąk Szwedów. Przeżyli tylko nieliczni, którym udało się schronić w lesie.

            Według okolicznych wierzeń miedziane kotły, które zakopały te dwa wytworne domy, zostaną kiedyś odnalezione. Ale nie przez byle kogo. Znajdzie je para zakochanych, która będzie się darzyć równie mocną miłością jak ta, która była między Anusią i Michałem.

 

            - Słyszysz to, kochanie? – wyszeptał pan młody ukochanej do ucha – może to my znajdziemy te kotły.

            - Nie znajdziemy ich – odparła zdecydowanie dziewczyna w białej sukni.

            - Dlaczego?

            - Bo ja cię nie kocham …

 

 

 

Oddaj swój głos:
(531)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...