Kalendarz »

    Brak wydarzeń.

97.B. Izabela Michta D

13 grudnia 2015,

Polska

województwo śląskie/ Sosnowiec

dorosły

 

„O Żorku- dobrym ogniku”

 

Wcale nie tak dawno temu, za jedną małą górą, jedną rudą rzeczką i w pobliżu zielonego lasku było sobie miasteczko, a w tym miasteczku- Żorek. Nikt nie wiedział, skąd on się wziął i czy miał jakąś rodzinę. Po prostu pewnego dnia mieszkańcy zobaczyli Żorka na Rynku, rozglądającego się niepewnie dokoła- a miało to miejsce po dużej burzy- i bardzo się zdziwili. Bo mimo że Żorek był malutki, to nie dało się go nie zauważyć- wyglądał jak mały płomyczek i miał sympatyczne, czarne oczka w kształcie guziczków. Starsi sądzili, że musiał urodzić się, gdy piorun uderzył w drzewo i rozsypał wkoło iskry- i że Żorek jest jedną z nich. Inni uważali, że Żorek wcale nie istnieje naprawdę tylko oni mają jakieś dziwne omamy i przecierali oczy ze zdumienia. A dzieci wcale się nad tym nie zastanawiały, tylko złapały się za ręce i zaczęły radośnie tańczyć wkoło Żorka i śpiewać mu piosenki na przywitanie. Żorkowi bardzo się to podobało i skakał i podśpiewywał razem z nimi. To był bardzo wesoły wieczór.

     Z upływem dni Żorek powoli zaczął zdobywać się na coraz większą odwagę i zwiedzać miasteczko. Rano odprowadzał dzieci do szkoły a po południu spacerował z nimi do domu i prosił, by opowiadały mu wszystko, czego się nauczyły. Początkowo rodzice dzieci niechętnie pozwalali im na znajomość z Żorkiem- bali się, że je niechcący poparzy, poza tym zawsze powtarzali swoim maluchom, że nie wolno bawić się ogniem. Wtedy dzieci mówiły, że nie bawią się ogniem, tylko z ogniem, a właściwie z ognikiem, Żorkiem, i że to zupełnie się nie liczy. I po kilku dniach rodzice przekonali się, że ten mały stworek nie ma złych zamiarów i przestali się zamartwiać.

     Trzeba powiedzieć sobie otwarcie, zaczęli korzystać na tej znajomości. Zupa stała na blasze a skończyło się drewno na podpałkę do piecyka, wołali:

-Żorku! Przyjdź do nas na chwilkę!

I Żorek już wskakiwał do piecyka, ogrzewał węgielki a gdy zupa się ugotowała, częstowali go i zabawiali rozmową. Czasem zdarzało się, że komuś prądu brakło w mieszkaniu, prosili:

-Żorku! Pomóż nam!

I Żorek już maszerował dumnie przy domownikach oświetlając im drogę, do czasu aż prąd nie powrócił.

     Latem Żorek był zapraszany na każde rodzinne spotkanie i każdy piknik. Usadawiał się na łące na kamyczku, a dzieci tańczyły wkoło niego, dorośli smażyli kiełbaski w jego płomykach i wszyscy byli szczęśliwi- bo trzeba wiedzieć, że Żorek bardzo lubił znajdować się w centrum zainteresowania i sprawiać innym przyjemność.

     Zimą Żorek siadał na chodniku na środku Ryneczku a wkoło niego tuliły się zmarznięte psiaki i kocury, nawet ptaszki przylatywały osuszyć sobie skrzydełka i ogrzać w jego ciepełku. Korzystali z tego także bezdomni ludzie i bardzo Żorka chwalili- nie było chyba nikogo w miasteczku, kto by Żorka nie lubił!

     I tak żył sobie Żorek w zgodzie z mieszkańcami miasteczka oraz zwierzakami. On pomagał im, jak umiał, a oni odwdzięczali się rozmową i smakołykami. I wszyscy byli szczęśliwi.

     Jednak pewnego dnia stało się nieszczęście. Żorek jak zwykle odprowadzał dzieci do szkoły, śmiał się i słuchał ich opowieści, gdy niefortunnie potknął się i upadł- i to prosto w stertę suchych liści! Liście natychmiast zaczęły płonąć, a wystraszone dzieci rozbiegły się z krzykiem. Przestraszył się i Żorek, i natychmiast zaczął próbować wezwać pomoc. Ale, biegnąc, podpalał za sobą kolejne listki, a gdy zaczął próbować je omijać- otarł się o kilka drzew które także podpalił! Biedny Żorek! Był bardzo nieszczęśliwy i wystraszony. Gdy dobiegł na Rynek, zaczął wołać o pomoc, ale mieszkańcy miasteczka już z daleka widzieli dym unoszący się nad kamieniczkami, i pobiegli pędem polewać wodą płonące liście i drzewa. A Żorek nie mógł im pomóc, bo woda ugasiłaby także i jego, i musiał jej unikać- i stał, zasmucony, na środku miasta i czekał, co będzie dalej.

     Gdy mieszkańcom udało się ugasić pożar i poszli odpocząć po przeżyciach do domu, ustalili, że wieczorem odbędzie się narada. Nagle zaczęli bać się Żorka, nikt tego dnia nie zaprosił go na obiad, nikt nawet nie spojrzał na niego- a przecież on nie chciał zrobić nic złego! Wieczorem wszyscy mieszkańcy spotkali się na Rynku, usadzili Żorka pośrodku i zaczęli obrady.

-Tak myślałem, że to się tak skończy! Żorek jest ognikiem, mamy wiele szczęścia, że do tej pory całe nasze miasteczko nie poszło z dymem!- krzyczał jeden pan z wąsami.

-Dzieci nie powinny bawić się z Żorkiem, to dla nich niebezpieczne!- gorączkowała się pani w długiej, kwiecistej spódnicy.

-Ognik przemieszczający się po ulicach miasta stanowi zagrożenie!- bulwersował się sprzedawca owoców.

-Żorek powinien opuścić nasze miasteczko bo jest zbyt niebezpieczny!- wołała niska, krępa pani.

Niektórzy próbowali bronić Żorka, ale na próżno. I choć dzieci prosiły rodziców, by tego nie robili, dorośli podjęli decyzję: Żorek powinien udać się w jakieś niezamieszkane tereny żeby nie zagrażać mieszkańcom miasteczka.

     To był najgorszy dzień w życiu biednego Żorka.

Musiał opuścić wszystkich, których tak bardzo lubił, i do których zdążył się przywiązać przez ten długi czas, gdy mieszkał w miasteczku. Zasmucony, z opuszczonymi płomykami szedł ulicami na skraj miasta, odprowadzony przez zwierzaki, a później udał się nad rudą rzeczkę, wykopał sobie w jej pobliżu norkę i tam zamieszkał. Żywił się malinami, jagodami i grzybkami z lasu, a zimą zwierzaki odwiedzały go w jego kryjówce i w podzięce za ogrzanie- znosiły mu różne smakołyki. I tak żył sobie Żorek na uboczu ze swoimi leśnymi przyjaciółmi, ale wciąż tęsknił bardzo do ludzi z miasteczka, do dzieci i do opowieści. I bardzo był nieszczęśliwy.

     W miasteczku przez pierwsze dni ludzie cieszyli się, że Żorek odszedł. Rodzice nie martwili się już o swoje dzieci a gospodarze o uprawy, że im je mały ognik niechcący podpali. Wydawało im się, że teraz zapanuje spokój i szczęście. Ale z upływem dni coraz bardziej dokuczała im nieobecność Żorka. Dzieci chodziły smutne i nieszczęśliwe, że nie mają komu opowiadać o swoich szkolnych przygodach i kogo uczyć; ci, którzy korzystali z pomocy ognika nie mogli się przyzwyczaić, że na ich nawoływanie:

-Żorku! Pomóż nam rozpalić w piecyku!- już nikt nie przychodził.

Zimą zwierzęta kuliły się po kątach, a niektóre z nich znalazły Żorka w jego kryjówce i z nim zamieszkały, przez co w miasteczku zrobiło się smutno i ponuro- a bezdomni ludzie marudzili pod nosem, bo im te nosy marzły a uszy były czerwone od mrozu. Latem trzeba było sobie samemu rozpalić ognisko i okazało się, że ten zwykły ogień nie sprawia nikomu radości- brakowało mu dwóch uśmiechniętych, czarnych ślepków w kształcie guziczków. I na dodatek ten ogień nie śpiewał wesołych piosenek i nie zaśmiewał się z historii gospodarzy, nawet dzieciom nie chciało się już tańczyć wkoło niego wesoło.

     I mieszkańcom zrobiło się wreszcie bardzo przykro, że już Żorka z nimi nie ma. Zerkali na siebie ze wstydem, gdy któremuś zgasł ogień w piecyku a nie miał drewna na podpałkę, albo gdy zabrakło prądu w okolicy- bo bez Żorka już trudno im było sobie poradzić. Trwało to dość długo, aż w końcu postanowiono: odbędzie się kolejna narada!

     Wszyscy nie mogli się doczekać wieczora. Każdy z mieszkańców miasteczka miał coś do powiedzenia w sprawie małego ognika. I wszyscy jednak chcieli, żeby Żorek wrócił.

-Bez Żorka jest nam źle, nie ma kto pomóc starszym w rozpalaniu ognia!

-Żorek nie wywołał pożaru specjalnie!

-Tyle czasu Żorek mieszkał w naszym miasteczku i nic złego się nie stało, on nie jest niebezpieczny!

-Żorek jest bardzo uczynny i sympatyczny, wszyscy bardzo go lubili!

-Dzieciom jest smutno bez Żorka!

-Zwierzętom marzną ogony a bezdomnym uszy!

-Żorkowi na pewno jest bardzo przykro i jest bardzo nieszczęśliwy mieszkając samotnie, on tak lubił ludzi!

Bardzo długo i głośno mieszkańcy nawoływali, że bez Żorka ich miasteczko już nie jest takie samo. Narada trwała aż do północy. I ustalono: trzeba Żorka przeprosić, musi z powrotem zamieszkać w mieście!

     Tydzień trwały przygotowania do ponownego powitania ognika. Upieczono pyszne ciasteczka, dzieci wykonały w szkole przepiękne girlandy i plakaty powitalne z podobizną Żorka, które rozwieszono w całym mieście, a najlepszy szewc w miasteczku, pan Antoni, wykonał przepiękne dwa niebieskie buciki ze specjalnego, ognioodpornego tworzywa- żeby Żorek mógł już swobodnie chodzić po listkach i polach- i żeby niczego niechcący nie podpalił! Wśród mieszkańców zapanowała wielka radość.

     Wreszcie nadszedł dzień, w którym dzieci wraz z rodzicami poszli odwiedzić Żorka w jego norce koło rudej rzeczki. Żorek akurat siedział sobie na kamyku i słuchał śpiewu ptaków, niczego się nie spodziewając. Gdy zobaczył idących w jego stronę ludzi, najpierw bardzo się przestraszył. Myślał, że może znów niechcący zrobił jakiś kłopot. Ale usłyszał z daleka:

-Żorku! To my! Nie gniewaj się na nas! Wróć do miasteczka!- i uśmiech zagościł na jego buzi. To była najlepsza niespodzianka, jaką mógł sobie wyobrazić.

     Po powrocie mieszkańcy usadzili Żorka na kamieniu i otoczyli go gromadnie. Zaczęli go przepraszać i obiecali, że od dziś jest on honorowym obywatelem ich miasteczka i nikt go już nigdy nie wygoni. Po tych słowach podarowano Żorkowi jego nowe, specjalne butki, a kilku silnych mężczyzn rozstąpiło się, ukazując mu pomnik wykonany na jego cześć: małego, wesołego ognika ze śmiejącymi się, czarnymi oczkami jak paciorki i w niebieskich bucikach. Żorkowi ze wzruszenia popłynęły łzy, ale musiał się powstrzymać, żeby mu nie ugasiły płomyków.

     I od tego czasu Żorek żyje sobie w zgodzie z mieszkańcami miasteczka. Ci, którzy byli wtedy dziećmi, teraz są dorośli i opowiadają swoim dzieciom o Żorku, uczą, jak o niego dbać i jak należy się z nim obchodzić. Bo z prawdziwym ogniem nie ma żartów! Ale jak tylko zobaczycie kiedyś Żorka, jego się nie bójcie: on na pewno chętnie z wami zatańczy i poprosi, żebyście mu opowiedzieli jakąś historię. I do pomocy na pewno chętny będzie!  Tylko pamiętajcie poczęstować go jakimś smakołykiem. I nie zapomnijcie mu powiedzieć, że pięknie wygląda w swoich niebieskich bucikach.

 

Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych przeze mnie danych osobowych przez Organizatora w celu przeprowadzenia konkursu „Polskie bajanie” czyli II edycja Międzynarodowego Konkursu „Bajka i legenda świata w życie nam się wplata” (zgodnie z Ustawą z dnia 29.08.1997 r. o ochronie danych osobowych; tekst jednolity: Dz.U. z 2002r., nr 101, poz.926 ze zm.).

 

Izabela Michta

 

Oddaj swój głos:
(396)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...