Kalendarz » Słupsk

    Brak wydarzeń.

862. PL Artur Krużycki Dotyk świadomości

13 października 2014, Słupsk

Polska

województwo pomorskie

powiat słupski

gmina Słupsk

Lubuczewo

 

kategoria twórcza B

kategoria wiekowa  dorosły

Dom Pomocy Społecznej w Lubuczewie, Lubuczewo 29A, 76-200 Słupsk

 

Z cyklu Literacka Wolność Myśli
„DOTYK ŚWIADOMOŚCI”
Autor: Artur Krużycki

    Darma był z pochodzenia Hindusem. Urodził się w Kalkucie, gdzie dorastał, uczył się, a potem studiował filozofię. Jego rodzina nie była dobrze sytuowana, dlatego musiał często dorywczo pracować. Gdyby nie był geniuszem – i to w sensie dosłownym – to prawdopodobnie nie poradziłby sobie z nauką. Z wyglądu nie przedstawiał się okazale. Miał drobną budowę ciała, a do tego delikatne rysy twarzy oraz duże, brązowe oczy i długie, czarne włosy, które spinał z tyłu głowy. Jego nos sprawiał wrażenie subtelnego, a usta… (wygląd nie jest tu aż tak ważny).
    Kiedy zaczął chodzić do szkoły średniej, związał się z hinduskim filozofem Śri Yuktezwarem, na tzw. praktyki duchowe. Yuktezwar był charyzmatycznym starszym panem, który traktował Darmę jak syna. Jednak z drugiej strony był w stosunku do niego surowy, wymagający i w niczym mu niepobłażający. Dla Darmy praktyki duchowe nie były rozrywką, lecz ciężką harówą. Wielokrotnie wątpił, czy przy swoim mistrzu zdoła ukończyć kurs. Mimo że był geniuszem, postępy robił powoli, ale na szczęście systematycznie. Gdy dochodził do kresu wytrzymałości, wówczas Yuktezwar potrafił go zmotywować. Często mówił:
- Im więcej łez w Aszarmie, tym mniej potu i stresów w życiu.
I miał rację.
    Po latach był wdzięczny swojemu nauczycielowi za poświęcony mu czas i wysiłek. Praktyki duchowe spowodowały, że Darma rozwinął swoją intuicję, dzięki której mógł (jeśli chciał) przenikać umysły innych ludzi. Mógł także przewidywać przyszłe zdarzenia i robić wiele innych rzeczy, które uchodzą za niewiarygodne. Jednak najważniejszą lekcją, jaką otrzymał, to fakt panowania nad uczuciami. Będąc osobą wrażliwą, a może i nadwrażliwą, miał kłopoty z wyrażaniem siebie. Czasem się złościł, innym razem czuł przygnębienie, w skutek czego izolował się od innych ludzi, zupełnie ich nie rozumiejąc.
    Yuktezwar chcąc pomóc Darmie zrobił mu „emocjonalną burzę”, po której chłopak rozwinął w sobie współczucie dla wszelkiego stworzenia. Jego nastrój przestał być zależny od okoliczności, opinii innych ludzi, swoich pragnień, warunków bytowych.
    Rozstanie z mistrzem przebiegało w dramatycznej atmosferze. Darma nie chcąc opuścić Aszramu, zapierał się „rękoma i nogami”. Jednak na próżno. Starszy, charyzmatyczny pan nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień i tłumaczeń. Kazał się pakować i wyjść za drzwi. Po latach chłopak wspominał:
- Teraz wiem, czemu mistrz tak postąpił, ale wówczas tego nie rozumiałem. Na tamten czas mistrz wydawał mi się bezduszny.

Ostatnie słowa, czyli pożegnanie
Po opuszczeniu Aszramu Darma nie wiedział, co ze sobą począć. Zupełnie brakowało mu pomysłu na życie. Czuł pustkę i smutek. Kiedy trochę doszedł do siebie postanowił ruszyć w nieznane. Nie obierając jakiegoś konkretnego kierunku i celu włóczył się po całych Indiach. W tych jakby mistycznych podróżach odwiedzał duże miasta, wioski, ludzi mieszkających na uboczu, slumsy, ale także ludzi bogatych. Tam, gdzie się pojawiał, zawsze budził sensację. Był młody, uduchowiony, posiadał dużą wiedzę. Ludzie lgnęli do niego – niczym do świętego. On natomiast próbował ich podnieść na duchu. Nigdy nie demonstrował żadnych „fakirskich sztuczek”, żeby swoich wielbicieli ze sobą nie wiązać. Bardzo nie odpowiadała mu rola „autorytetu”.
- Jakim prawem mam tych ludzi pouczać – pytał sam siebie – w czym oni są gorsi ode mnie? Gdybym się urodził w tej wiosce, pewnie bym żył jak oni – konkludował.
Nękany wątpliwościami postanowił wrócić do Kalkuty. Miał nadzieję, że spotka tam swojego mistrza. Był przekonany, że wskaże mu życiowy cel.
      Po przybyciu do swojego rodzinnego miasta spotkał mistrza, ale „nie swojego”. Jednak człowiek ten udzielił mu cennego pouczenia.
- Coś Cię trapi? – powiedział do Darmy.
- Nie, a właściwie… - rzekł Darma.
- Co, całe życie chciałbyś być uczniem Yuktezwara? Ja pamiętam czasy, kiedy chodziłeś ze swoim mistrzem po Kalkucie. Teraz widzę Cię przygnębionego, pełnego wątpliwości i rozterek. Musisz wydorośleć! Jesteś mistrzem jak ja. Bycie nim to też sztuka. Powiem więcej – to zobowiązanie między tobą, Absolutem i ludźmi potrzebującymi pomocy.
      Darma, słysząc te słowa, wpadł w szok. Z wrażenia aż zaniemówił. Jego duże oczy zrobiły się zupełnie wielkie i nieruchomo spoglądały na trzydziestoparoletniego człowieka. Po tych słowach coś się w chłopaku zmieniło. Raptem zrozumiał, co chciałby robić w życiu. Wcześniej bał się komuś o tym mówić, a nawet uświadamiać.
- Jadę za granicę! – obwieścił triumfalnie Darma.
- Gdzie? – zapytał trzydziesto-parolatek.
- Do Polski!
- Tam?! Przecież to na końcu świata! Można wiedzieć, po co?
- Nie na końcu świata, tylko w Europie. Widzisz, ja podobnie jak ty nie popieram w naszym kraju budowania świątyń chrześcijańskich. Z drugiej jednak strony chciałbym zgłębić tę religię. Polska natomiast kojarzy mi się z krajem typowo chrześcijańskim. Może dlatego, że papież był Polakiem. Będąc tam na miejscu, wśród chrześcijan, mógłbym lepiej zrozumieć to wyznanie. Uważam, że religie powinny ludzi jednoczyć, a nie dzielić! Chciałbym działać na rzecz ich zbliżenia.

Na polskiej ziemi
      Po przylocie do Polski Hindus szybko się zorientował, że nie jest to „kraj mlekiem  i miodem płynący”. Zobaczył dobrze mu znane widoki, czyli pijanych biedaków na ulicach, naćpanych narkomanów na dworcach, bogaczy chcących się jeszcze bardziej wzbogacić, a co gorsze – neofaszystów – nazywanych potocznie skinheadami. Natomiast społeczeństwo wydało mu się sfrustrowane.
- Jeśli to są chrześcijanie, to ja jestem poganinem! – myślał z uporem – Aż dziw bierze, że z tego kraju pochodzi tak zacny człowiek jak Jan Paweł II. Zupełnie tego nie rozumiem.
     Około południa  postanowił wrócić do schroniska dla bezdomnych, w którym mieszkał. Mówiąc szczerze, był głodny, a o tej porze podawano tam obiad. Nie chcąc się spóźnić, przyszedł przed czasem. Życie w schronisku przypominało mu trochę Aszram, więc czuł się tam dobrze. Nie musiał się o nic martwić. Zawsze podano jedzenie; były wolne wyjścia do miasta; miał się gdzie umyć i wykąpać. Jedynymi obowiązkami, jakie mieli bezdomni, to: sprzątanie schroniska, pielęgnowanie przydomowego ogródka, wydawanie posiłków. Dla Darmy to praktycznie żadna dyscyplina.
    Któregoś dnia kierownik schroniska zawołał Darmę i rzekł krótko:
- Jeśli chcesz dalej u nas mieszkać, musisz podjąć pracę. Jeśli nie, będę musiał cię skreślić z listy mieszkańców.
- Ja szanuję obowiązujące tu zasady i postaram się znaleźć pracę.
    Nie nastręczyło mu to wielu problemów, ponieważ był opanowany, spokojny, emanował chłodem, który gasił emocje drugiego człowieka. Należał do osób wyciszonych. To wszystko czyniło go wiarygodnym w oczach pracodawcy. I tak Darma został sprzedawcą garniturów na stoisku w Centrum Handlowym „Zrzeszenie Kupieckie”.

Feralna niedziela, czyli przemiana duchowa Darma
      Zjadłszy obiad, Hindus postanowił uciąć sobie godzinną drzemkę. Położył się wygodnie  na łóżku i zamknął oczy. Kiedy tak leżał, powoli odizolowywał się od otoczenia. Był szczęśliwy, że to niedziela i może trochę się odprężyć, odpocząć. Czasami bywało gorzej. Musiał pracować w dni „wolne od pracy”. Jednak nie narzekał, gdyż uważał nawet najmniejszą pracę za wartościową i potrzebną. Nagle poczuł coś dziwnego. W jego intuicji pojawił się niepokój. Na początku próbował z nim walczyć, lecz na próżno. Nie mogąc go pokonać, zaczął obserwować. Nagle odczuł, jak owa tajemnicza siła nakazuje mu wstać i ruszać w drogę. Darma jednak sam już nie wiedział gdzie ma iść i po co? Szybko poderwał się jak oparzony, stając na równe nogi. W pośpiechu założył buty i palto, po czym prawie biegnąc, opuścił schronisko. Gdy znalazł się na dworze, ruszył w teren. Szedł i szedł; sam nie wiedział dokąd. Przechodził przez duże ulice, małe uliczki, place zabaw dla dzieci, blokowiska, a kresu jego wędrówki nie było końca. Jednak Darma się tym nie zniechęcał i z jakimś maniakalnym uporem kontynuował swój marsz. Powoli nastawał zmierzch, robiło się szaro. W mieście zaczęto zapalać latarnie uliczne. Chłopak spojrzał przed siebie. Jego wzrok zatrzymał się na oświetlonym moście. Z niedowierzaniem spojrzał po raz drugi. Na krawędzi mostu stał człowiek, starszy mężczyzna, który najwyraźniej chciał w ten sposób rozwiązać swoje problemy.
- Niewiarygodne! – pomyślał i wówczas stała się rzecz niezwykła. Uczucie niepokoju go opuściło, ale jednocześnie zalał go gorący pot. Wiedział, że nadchodzi godzina próby. Czy sprosta zadaniu? Czy pokona śmierć?
- Gdyby był teraz ze mną mój mistrz… - pomyślał – On wiedziałby, co robić!
Jednak chwilę później pomyślał:
- Nie ma czasu na zastanawianie, trzeba działać!
Darma wolnym krokiem ruszył w stronę mostu, modląc się w duchu, żeby czasem samobójca nie skoczył. W końcu człowiek stojący na moście zauważył jego „podchody” i krzyknął:
- Stój, bo skoczę!!!
- Zawsze zdążysz skoczyć! – rzekł Darma.
- Ja nie żartuję!!!
- Ja też nie! – kontynuował – Zejdź i pogadajmy!
- Nie!!! – powiedział stanowczo starszy człowiek.
Po chwili niedoszły samobójca wyczuł, że Darma obdarza go współczuciem. Z czymś takim nie miał wcześniej do czynienia. Poczuł spokój ducha. Nieznajomy wydał mu się przyjaźnie nastawiony. Te uczucia podziałały na samobójcę niczym zimny prysznic. Postanowił zejść z mostu i podejść do Hindusa.
- Nazywam się Darma.
- Michał. – odparł – Jesteś policyjnym psychologiem? – dodał.
- Nie.
- A kim?
- Kimś w rodzaju przechodnia. Może siądziemy? – zaproponował ratujący życie.
- Dobrze.
Usiedli na krawędzi chodnika. Michał, czując potrzebę zwierzenia się, zaczął streszczać całe swoje życie. Opowiadał o swoich największych triumfach i porażkach. Snując swoją opowieść, dotarł do zdarzeń, które zrodziły pragnienie śmierci. Powodem samobójstwa miało być dyscyplinarne zwolnienie z dobrze płatnej pracy na kierowniczym stanowisku. Michał zdefraudował dużą sumę pieniędzy, okradając swoją firmę. Jej szef (do niedawna przyjaciel Michała) złożył papiery do sądu, chcą nieuczciwego wspólnika wsadzić za kratki, a przy okazji odzyskać pieniądze.
- Robiłem to dla rodziny! Chciałem zdobyć pieniądze na otwarcie własnej firmy. Nie chciałem dłużej pracować dla tego dusigrosza. – mówił z żalem Michał.                                                                                                                           
Darma bardzo uważnie wysłuchał swojego rozmówcy, po czym rzekł:
- I to jest Twój problem, jeśli dobrze rozumiem?
Michał zdębiał z wrażenia i wykrztusił z siebie:
- Ja nie chcę iść do więzienia! Co powiem matce, żonie i dzieciom?!
- Pewnie prawdę. Ludzie mają gorsze problemy niż ty.
- Czy jest coś gorszego od więzienia?
- Tak! Wózek inwalidki, powolne umieranie na raka w hospicjum, ciężka choroba psychiczna, paraliż… Jeszcze mam wymieniać?
- Nie!
- Twój problem tkwi gdzie indziej. Nie umiesz po prostu ich rozwiązywać.
- Ja?! – zdenerwował się Michał.
- Tak. Pozwolisz, że coś ci powiem. Wyobraź sobie dużą, monumentalną rzeźbę, np. o wysokości dziesięciu metrów. Jeśli staniesz u jej podnóża, rzeźba na pewno przytłoczy cię swoimi rozmiarami, ale kiedy będziesz sprytny i spojrzysz na rzeźbę z pewnej odległości, wówczas monument wyda się całkiem mały. Będzie sprawiał wrażenie przyjaznego dla podziwiającej go osoby. Tak więc musisz nabrać odpowiedniego dystansu do swojego problemu, a nawet się do niego uśmiechnąć. Z czasem wszystko pewnie wróci do normy, a życie ulegnie całkowitej przemianie. Skok z mostu na pewno nic nie załatwi. Twoja śmierć sprowadziłaby na rodzinę tylko smutek, przerażenie, przygnębienie. Dopóki żyjesz, dopóty możesz pomagać swoim bliskim. Nawet po więzieniu, o ile do tego dojdzie.
    Michał słysząc słowa filozofa, popadł w osłupienie. Nie wiedział, co powiedzieć.

Ostatnie pouczenie
    W toku dalszej dyskusji Michał wyznał, że ma urazę do Boga. Jego zdaniem Stwórca karał go, ponieważ nie chodził do kościoła, nie modlił się i żył nie po chrześcijańsku.
- Czy spotkałeś kiedyś Boga Żywego? – zapytał Darma.
- Nie rozumiem… - odparł rozmówca i dodał – Biblię znam, gdyż czasem kolega mi czytał.
- W Świętych Księgach Boga Żywego nie znajdziesz! To jedynie słowa. Czytanie Świętych Ksiąg to bardziej ćwiczenie intelektu i wyobraźni niż poważne poszukiwania. Jeśli jesteś dobrym intelektualistą, to bez problemu znajdziesz nieścisłości w tekście. To może spowodować, że odwrócisz się od Świętej Księgi i w konsekwencji nigdy nie zaczniesz poszukiwań. Podobnie będzie, jeśli jej nie zrozumiesz lub bezgranicznie się nią zachwycisz. Zachwyt może wywołać fanatyzm, dogmatyzm i przekonanie o wyższości własnego wyznania. Jeśli chcesz wejść na duchową ścieżkę i zacząć poszukiwania, to zapomnij o całej reszcie. Przepraszam! Pamiętaj jedynie, że Święta Księga i Bóg nie są tym samym. Kiedyś może będzie Ci dane to zrozumieć.
- Jesteś heretykiem! – jęknął Michał.
- Spotkanie Boga Żywego spowoduje totalne zrozumienie twoich problemów.
- Niedługo zaczniesz nawoływać do niszczenia Świętych Ksiąg – rzekł Michał.
- Gdybym miał pewność, że masz szansę zakończyć swoje poszukiwania duchowe pozytywnie, to pierwszy spaliłbym Księgę, żeby Cię nie rozpraszała jej treść.
- A gdzie szukać, jak mówisz: Żywego Boga?
- Na to pytanie sam musisz sobie odpowiedzieć.
- Cwaniak z ciebie – powiedział mężczyzna.
- A no, cwaniak – zakończył Darma, nieznacznie odchodząc.
    Jednak Michał siedział dalej, wsłuchując się w ciszę. Błędnym wzrokiem patrzył gdzieś przed siebie. Hindus czuł, że w stosunku do Michała potrzebna będzie poważniejsza interwencja. Nagle Darma dotknął mężczyznę ręką w okolicach karku i przez kilka sekund          ją przytrzymał. Michał poczuł jakby mu ktoś dodał skrzydeł. Miał nawet złudzenie oderwania się od ziemi. Jednym szybkim spojrzeniem sprawdził, co się stało.
- Na szczęście nic! – stwierdził – Tak jak siedziałem, tak siedzę.
Po krótkiej chwili wszystko wróciło do normy, jednak odczuł coś w rodzaju oczyszczenia duchowego. Został uwolniony od ciężarów, które nosił na swych barkach. Wróciła do niego odwaga i poczucie mocy. Przyszłość go już nie przerażała. Pragnął podziękować Darmie za udzieloną pomoc, ale ku zdziwieniu zauważył, że jest zupełnie sam.
- Po Darmie ani śladu… Kiedy on się ulotnił? – pytał sam siebie – Nic z tego nie rozumiem…

    Po zdarzeniu z niedoszłym samobójcą w Darmie zaszły duże zmiany. Zrozumiał, że bycie mistrzem to powołanie, a nie sucha wiedza czy fakirskie sztuczki. To niespisana umowa między nim, Absolutem i potrzebującymi go ludźmi.




 

Oddaj swój głos:
(171)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...