Kalendarz » Legionowo

    Brak wydarzeń.

851. Ewa Potakowska Dziwna baśń

13 października 2014, Legionowo
Polska 
województwo mazowieckie 
Legionowo 

kategoria twórcza B

kategoria wiekowa dorosły 

nauczyciel Szkoły  Podstawowej nr 8 w Zespole  Szkół  w Legionowie

Dziwna baśń

 

 

 

            Mrok spowił już duńską wyspę Fionię, wszędzie pogasły światła, ale

 w jednym z uroczych domków wciąż płonęły lampy. Przez firanki widać było dwie krzątające się sylwetki starszych ludzi, kobiety i mężczyzny.

- Droga żono! Dziś nasza rocznica. Nasze złote gody! Wnuki już poszły, nastał długi wieczór. Siądźmy przy kominku, poczytajmy baśnie, bo to niezwykle zajmujące i pouczające opowieści. A człowiek się uczy się do końca życia…

Którą opowieść proponujesz?

- O, może tę, to historia, która zrodziła się z rzeczywistości, jak każda baśń, choćby była najbardziej dziwna i niesamowita.

- Czytajmy zatem, podkręć lampę, niech się baśń snuje…

Usiedli oboje w swych ulubionych, wygodnych fotelach i zatopili się w lekturze.

 

                                                                                                                 

Pewna księżniczka, delikatna i piękna szukała męża. Miał być wyjątkowy. Chodziła po szerokim świecie, poznała wielu, ale każdy miał JAKIEŚ „ALE”.

Aż pewnego dnia zaszła do dalekiego kraju. Nie bardzo wiedziała, w którą stronę się udać, aż tu spotkała dziewczynkę. Oj, nie wyglądała ona za dobrze!

Na dodatek handlowała drobnymi przedmiotami, które w rękach dzieci mogą spowodować niebezpieczeństwo.

- Drogie dziecko, nie wiesz, którędy dojść do pałacu? Szukam męża. Może tu znajdę szczęście ?

- O, to dobrze wasza książęca mość trafiła! Nasz cesarz rozesłał właśnie ogłoszenia, że poszukują małżonki dla młodego księcia. Tam, na wzgórzu widać pałac. Życzę powodzenia!

- Tobie, widzę, też jest ono bardzo potrzebne, miła dziewczynko! Proszę, przyjmij tu datek i kup sobie koniecznie coś do jedzenia i nowe odzienie, bo to, które nosisz na sobie, jest wiatrem podszyte. A gdybyś dowiedziała się, że zostałam żoną księcia, przyjdź  kiedy, to na pewno znajdę coś dla ciebie !

– rzekła księżniczka wyraźnie wzruszona nędzą dziewczynki.

 

Gdy podeszła do pałacu całego z porcelany, wrota otworzył jej sam cesarz Chin, bo w tym kraju właśnie znalazła się nasza podróżniczka.

- Szukam męża odpowiedniego, wyjątkowego, któremu oddam serce. - rzekła do gospodarza pięknej, choć kruchej budowli…

- Być może wkrótce stanie się tak, jak myślisz… - rzekł z ukłonem cesarz zadowolony z urody księżniczki. Już cieszył się na myśl, że jego jedyny syn będzie miał taką żonę.

Chcieli jednak sprawdzić, czy to jest prawdziwa księżniczka.

 

Podłożyli jej pod materace czarodziejskie ziarnko grochu. Po ciemku wyrosły z niego pokrzywy. Rano księżniczka wstała cała w bąblach, narzekała, że wszędzie ją swędzi i piecze:

- Oj, ojejej! Och! Ach! Ojej ! Spójrzcie, jak okropnie wyglądam! Ojej! Ach! Och!

 Jej twarz pokrywały rzeczywiście wielkie pęcherze. Mogli sądzić, że jest tą, za którą się podaje.

 

Przygotowali jednak dla pewności drugą próbę. Młoda dama miała podać herbatę z kwiatu lipowego chorej babuleńce. Porcelanowy, jak wszystko w tym pałacu, imbryk wypadł z delikatnych, niewprawnych rączek i stłukł się. Teraz mieli pewność, że jest prawdziwą księżniczką.

 

Wkrótce ku radości całego cesarstwa odbył się  iście cesarski ślub. Młoda para otrzymała moc życzeń i darów. Nawet zła i potężna królowa Lodowej Krainy przysłała w prezencie małe, ale nadzwyczaj piękne pudełeczko. Był w nim szary, niepozorny ptaszek. Księżniczka, jak to księżniczka, skrzywiła się  niezadowolona z lichego podarku, ale gdy szaropiórek  doszedł do siebie po długiej podróży, otworzył dzióbek i wydał z siebie dźwięki, jakich nikt nie słyszał na cesarskim ani japońskim dworze, uznała, że to najpiękniejszy prezent.

 

Pewnego dnia ptaszek zaginął. Wyfrunął przez otwarte okno do ogrodu. 

W cesarstwie zapanowała żałoba. Tylko pałacowy ogrodnik Arsen, mógł znaleźć skrzydlatego śpiewaka w nieprzebytym gąszczu dziwnych kwiatów i plątaninie ziół i krzewów w cesarskich ogrodach. Nie mógł i on go jednak odszukać, choć słychać było z głębi zieleni cudowne trele.

Dopiero trzeciej nocy ptaszek usiadł na przypałacowej latarni i można go było złowić w siatkę z łyka.Za złapanie swawolnej ptaszyny ogrodnik dostał od księżniczki zielony strączek zamorskiego grochu.

- Drogi ogrodniku! Te ziarnka mają niewysłowioną słodycz i doskonały smak, a są tak pożywne, że mogą nasycić całą cesarską gwardię złożoną z dwudziestu pięciu ołowianych żołnierzyków.

Ogrodnik, czym prędzej umieścił cudowne ziarenka w cieplarni, sadząc je w pięciu starych, oczywiście wyszczerbionych, jak wszystko w tym pałacu, porcelanowych, wazach. Owalne nasionka stały się sercami niegdyś dumnych i eleganckich naczyń.

 

Mijały szczęśliwie dni. Któregoś wieczora, gdy ptaszyna jak zwykle śpiewała swoją pieśń, a bzy upojnie pachniały, księżniczka rozmyślała w ogrodowej altanie, obrośniętej różanym pnączem. Mocną woń rozsiewała macierzanka, a skromne stokrotki i różowe anemony ślicznie wyglądały pośród trawy.

Księżniczka siedziała zadumana, gdy w pewnej chwili służący wniósł stary, zakurzony kufer. Na samym spodzie leżał zabytkowy przedmiot, pokryty kurzem i pajęczyną.

Księżniczka z ciekawością wzięła go do ręki. Zdmuchnęła pył czasu, zwany przez niektórych pospolicie kurzem i jej oczom ukazała się latarnia w całej swej życzliwej ludziom urodzie. Świeciła szybkami, niczym płonącymi oczami.

- Jaka jesteś piękna! - rzekła młoda kobieta do niej, nie kryjąc podziwu dla mistrza, który ją wykonał.

- Ale teraz nie mogę służyć ludziom niczym innym, tylko swoimi opowiadaniami. – odrzekła  zadowolona  mimo wszystko latarnia. Miło jej było, że ktoś, nie byle kto, wyjął ją z ciemnego kufra, w którym przeleżała siedemdziesiąt siedem lat i trzydzieści trzy dni i spojrzał na nią życzliwym okiem.

-To opowiedz mi jakąś pouczającą historię  - tak brak mi mądrości na co dzień.

Nie potrafię robić zbyt wielu rzeczy, jestem znana z tego, że wszystko leci mi z rąk. Chciałabym więc, żeby choć moi poddani byli ze mnie zadowoleni.

- O, to nie będzie takie trudne! Posłuchaj, więc opowieści, która da ci dużo do myślenia.

 

 

Żył sobie przed wielu laty cesarz, który bardzo lubił nosić wspaniałe stroje. Wszystkie pieniądze wydawał na szaty. Dbał o swój wygląd jak damy, godzinami przesiadywał przed lustrem w garderobie. O nic innego nie dbał, ani o poddanych, ani o armię. Wkrótce w państwie zaczęło się źle dziać.

Aż pewnego dnia jego marszałek przyszedł ze smutną wiadomością:

- Źle, mój cesarzu, źle! Skarb jest pusty. Nie ma ani grosza! Wszystkie pieniądze wydaliśmy z rozkazu waszej wysokości na najdroższe w świecie szaty tkane z jedwabiu i przetykane złotymi nićmi. A najwięcej finansów pochłonęły te ostatnie, niewidoczne! Kosztowały fortunę!

- Jak to możliwe, mój marszałku?

- Niestety, wasza cesarskość. To jest naga prawda. Już nie jesteśmy potęgą. Poddani wciąż burzą się i buntują!

- Co ty powiadasz, mój nadworny marszałku. Toż to złe wieści. Nie może to być prawdą!

- A jednak tak się stało. Znam wszakże sposób, aby zapełnić cesarski skarbiec…

 

To mówiąc marszałek poprosił cesarza to, aby udał się z nim na wyprawę do odległej prowincji. Były to tereny rolnicze, uprawne i oczom władcy ukazały się całe połacie pól porośnięte ślicznymi, niebieskimi kwiatkami.

Cesarz oburzył się:

- Też mi bogactwo! Cóż mi tu pokazujesz? Toż to pospolite kwiecie! Jakieś zwykłe ziółko do ludowych bukietów, które przekupki sprzedają na straganach.

- Drogi cesarzu, zechciej nieco poczekać, a przekonasz się, że te pola wzbogacą ciebie  i twoich poddanych.

- Wątpię, wątpię, wątpię, mój marszałku! Szukaj lepiej innych sposobów na napełnienie skarbca, a uprawy zostaw ministrowi rolnictwa. To nie przystoi twojemu urzędowi, abyś zajmował się tak przyziemnymi sprawami! To pospolite!

 

 

Marszałek jednak wiedział swoje. Po kryjomu nakazał poddać długiej i żmudnej obróbce łodygi roślin o niebieskich kwiatkach. Po wielu miesiącach uzyskano z nich  tkaninę i w cesarskich składach zaczęły pojawiać się całe bele najbielszego i najdelikatniejszego  pod słońcem płótna. Z zamorskich krain zaczęli zjeżdżać się do cesarskich prowincji tkacze i kupcy. Płacili wysokie sumy za najprzedniejsze płótno.

 

Sam cesarz pewnego dnia zachwycił się bielizną i pościelą delikatną i cieniutką niczym jedwab, którą zręczne ręce hafciarek ozdobiły wymyślnymi smoczymi wzorami:

- Och, doprawdy, jakie to piękne! Ach, wprost zachwycające! Och!

W tym momencie marszałek mógł mu już wyjawić tajemnicę:

- Drogi władco! Wiedz, że płótno, które tak podziwiasz, pochodzi z pól porośniętych błękitnym kwieciem. Nie chciałeś w to wierzyć, ale matka natura nas wzbogaca i wspomaga. Wystarczy tylko cierpliwie czekać i dołożyć starań.

Cesarz w zamyśleniu pokiwał głową. A gdy minister podał mu do podpisu cesarskie rozkazy, władca zadziwił się bielą i połyskiem kartek. Były to doprawdy wytworne stronice.

- Z jakiegoż to kraju sprowadzamy tak elegancki papier?

-Z tych samych pól, jakie w swojej wielkiej łaskawości wizytowałeś, cesarzu.

-Teraz to już żartujesz, mój marszałku!

-Zapewniam waszą cesarskość, że to najszczersza prawda! Tak, tak, wiele trudu włożyli twoi poddani, abyś nosił najprzedniejszą bieliznę, spał w najcieńszej pościeli i pisał na papierze bielszym od śniegu! Ten luksus z potu i pracy prostych ludzi!

 

Cesarz teraz pokiwał głową z uznaniem, ale zaraz potem na cesarskim obliczu pojawiły się chmury wstydu i władca czym prędzej oddalił się do swych komnat.

Od tego dnia nie sprowadzał już wytwornych szat. Nosił prostą odzież z płótna wyrabianego w jego państwie. A skarbiec szybko zapełnił się pieniędzmi z handlu płótnem i książkami drukowanymi na papierze, który nie żółkł nawet przez pięćset lat.

 

Tu stara latarnia zamilkła, a księżniczka dumała dalej nad historią władcy, który wydał majątek na stroje.

Na koniec szepnęła sama do siebie:

-Tak, to naprawdę pouczająca historia. Dziękuję ci, stara latarnio. Zaraz polecę służącemu, aby cię starannie oczyścił. Ozdobisz moją komnatę. Będę w ten sposób mogła często słuchać  twoich  mądrych opowieści.

 

            Mrok  zagęścił się nad duńską wyspą Fionią, wszędzie pogasły światła, ale w jednym z uroczych domków wciąż płonęły lampy. Przez firanki widać było dwie sylwetki starszych ludzi, kobiety i mężczyzny. Siedzieli oni w swych wygodnych fotelach, okryci ciepłymi kocami, zadumani nad historią księżniczki.

-Tak, moja kochana żono, mądrość nie przychodzi do nas sama, trzeba wsłuchiwać się w jej podszepty. Trzeba chcieć słuchać starych latarni, które niejedno widziały…

 

Tak moja opowieść dobiega końca. A teraz ty, drogi słuchaczu, sam się nad nią zastanów…

 

 

 

 


Oddaj swój głos:
(222)
()

Konkursy » Polska

(58)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Szanowni Laureaci, szanowni Państwo, poniżej do pobrania dyplomy i podziękowania   nagrody dla Laureatów zostana...
(128)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Protokół Jury „Polskie bajanie”, czyli II edycja międzynarodowego konkursu „Bajka i legenda świata w życie...
(53)
15 października 2015 - 6 grudnia 2016

Polska województwo pomorskie/ powiat słupski/ gmina Słupsk Lubuczewo   kategoria wiekowa dorosły Dom Pomocy...