Polska: Ursynów

Marek Matczak

Salon słowa

POETA
homo urbanus :-)
- ur. 31 marca 1975r. w Warszawie na Pradze
- mieszkał na Ursynowie teraz mieszka na Solcu części Powiśla
- poligraf-drukarz, redaktor techniczny; specjalizuje się w wydawaniu „gazet”
- wieloletni działacz społeczny w Warszawie
- instruktor harcerski –podharcmistrz, Harcerz Rzeczypospolitej;
wielokrotny organizator obozów, zimowisk oraz szkoleń kadry instruktorskiej i rajdów w tym Rajdu ARSENAŁ; ostatnia pełniona funkcja – Komendant Hufca ZHP Ursynów
- od 1992r. członek Unii Demokratycznej, Unii Wolności oraz Partii Demokratycznej; - członek zarządu regionu mazowieckiego PD, szef koła PD - Śródmieście; wiceprzewodniczący Partii Demokratycznej 2009-2012
obecnie:
- członek partii ZIELONI: współprzewodniczący koła - regionu - warszawskiego oraz skarbnik krajowy partii ZIELONI
- wiceprezes stowarzyszenia „projekt.WARSZAWA.pl
- członek Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie
- zainteresowania polityczne: samorząd terytorialny, partycypacja i deliberyzacja obywatelska - polityka miejska oraz myśl społeczno-liberalna; polityczni bohaterowie: Marek Edelman, Zofia Kuratowska, Jacek Kuroń.
- miłośnik: gór, fotografii, historii powszechnej, historii książki i drukarstwa, historii idei i filozofii oraz literatury i poezji.
- prowadzi blog Skrzypnięta Szafa ze swoimi wierszami http://marekmatczak.blogspot.com/

 

***

przestrzenie rozmyślań

 

Przemykam pomiędzy

podmuchami wiatru

a one jednak wciąż

niosą mnie jak płatki kwiatków

zabłąkane poza ogrodem

 

wszystko wiruje

i unosi się w niebieskie

przestrzenie rozmyślań

i nie wiem czy to tryptyk

czy rzeźbienie w marmurze?

 

rodzi się wszystko nowe

nieraz inne

jakby przeszło spacerem

przez morze rozstąpione.

 

Warszawa, 29 kwietnia 2013r.

 

***

wiosna się kołysze

 

Brzegi rzeki bielem pokryte

czarna woda ręce wyciąga

stara szeptunka porusza fale

wiosna się kołysze

wiosna się kołysze

została przykryta

 

a jednak nadzieja

zerka zza drzewa,

widziałem jak tuli

w dłoniach słońce.

 

Warszawa, 14 marca 2013r.

 

***

nie piszmy kalendarza mówi rabin

W snach wirują winogrona

z tęsknoty do słońca,

codziennie widzę smutek i piękno

przykrywane porami roku,

niebo się kłębi jak ludzka dusza

 

oczekujemy spojrzenia

dla zachowania równowagi

i zaczepienia w skale

a wiatr świszczy między twarzami,

rozwiewa słowa

 

czy ten dym

będzie aktem wyznania?

rozbudza nadzieje ponad granice,

ale nie piszmy kalendarza mówi rabin

 

łuskam książki, aby zajrzeć głębiej

w przeszłość i w przyszłość,

odnajdując odpowiedzi

i zadając kolejne pytania.

 

 

Warszawa, 13 marca 2013r.

 

***

Czuję się bezradny

Czuję się bezradny

wobec ducha kruchości

 

bywa przepiękny,

ale w swojej istocie

jest bolesny

 

niespodziewanie

potrafi być wiatrem

nagłego przemijania.

 

Warszawa, 9 marca 2013r.

 

***

drewniany klęcznik

Cisza w ciszy,

ale to już nie ta cisza

 

to już nie ta cisza w powiewie wiatru,

co odwracał ewangeliarza strony

 

to już nie ta cisza w pluskach wody,

kiedy łodzią odpływał rybak stary

 

to już nie ta cisza w słońcu,

w której świat w miarę się kręcił

 

cóż pozostało z tamtej ciszy,

kiedy anioły płakały?

 

jedynie drewniany klęcznik

nieoheblowany z grzechów…

 

Warszawa, 26 lutego 2013r.

 

***

 

coś targa duszami i ich snami

Powiadają, że nasz świat

sturlał się do krawędzi

i dlatego kłębią się błękity

nad mrowiem ludzi

 

coś targa duszami i ich snami

i nakazuje się przemieszczać,

tracą wiarę w słowo, ale poszukują

jego prawdziwego znaczenia

 

pędzą rozchwiani, aby zdążyć

sami nie wiedząc, dokąd

albo już przeczuwają zmianę,

której jeszcze nie widzimy

 

zamglone oczy, roztrzęsione rysy

grubą kreską malowany horyzont,

ktoś się uśmiecha do lustra

 

szaleństwo wkrada się w tryby

aż iskrzy i płonie w głowach

panosząc się po ulicach

i innych krainach mamrocząc zaklęcia

 

idzie zima a ja niepokoję się jej chłodem

przedzierającym się przez kości,

przykryje domy i drzewa, łąki i góry

ale oby nie oczy, nie oczy!

 

gdzieś jednak przetrwa chęć wiosny…

 

Warszawa, 2 listopada 2012r.

 

***

miasto bez dachów

Przyśnił mi się człowiek,

skulony wraz ze swoją cywilizacją

w gorącej godzinie przysypany popiołem,

zastygł w milczeniu wulkanu

 

jego duch przenikał ziemię,

która wśród zapachów rozmarynu

przez wieki skrywała tajemnicę

kruchości losu

 

krople deszczu skapywały

na miasto bez dachów,

na ulice i świątynie bez gwaru

jedynie psy biegały między murami

a Apollo milcząco naciągał cięciwę

niewidzialnego łuku…

 

Warszawa, 15 października 2012r.

 

***

rzymscy bliźniacy bawią się pod oknami

Zaklęte twarze czterech kobiet,

miejskich boginek, nimf wtulonych w mury

obserwują przechodniów na Marszałkowskiej

 

a ich wąsaci partnerzy nie widzą słońca,

zostali na zawsze w ciemnościach uwięzieni

kamiennymi opaskami

 

co za mit stworzył kamienicę na tej ulicy?

gdzie rzymscy bliźniacy bawią się pod oknami

a wielki jeleń góruje nad światem sztuki

 

jedynie gołębie się nie przejmują lwami

furkając i prężąc czarno srebrzyste skrzydła

na dachowych zwieńczeniach między kominami

i spokojnie oczekują nadchodzącego przesilenia.

 

Warszawa, 21 czerwca 2012r.

 

***

Grzybów - jakże odmienny

Pocztówki literackie

minionego świata

i tramwajów konnych,

ależ w ludziach

był wielki koloryt

 

Grzybów - jakże odmienny

od tego, po którym jeździł

dorożką Muszkat

a mrok był rozświetlany

przez szabasowe świece

 

dziś, codziennie rankiem

przemierzam jego kwartał

miejskim autobusem

w śród betonowych biur

i ostatnich kamienic

i sklepików z lnianymi linami

 

zapach ciastek z cynamonem

jest tylko w mojej głowie,

jedynie pachną pochylone trawy

zasadzone na placu Grzybowskim

i szumi fontanna chłodnym podmuchem

 

a plac

zapełnia się od święta,

a może cały czas jest wypełniony …?

 

 

Warszawa, 30 czerwca 2012r.

 

***

wojuję z nim

Ściska w gardle

burza z piorunami,

odganiam te chmury

z trudem

 

jakiś czart  

przecina mój los,

przenika przez drogi

 

wojuję z nim

między światami,

aby uzyskać równowagę.

 

Warszawa, 1 lipca 2012r.

 

***

ukojenie duszy

Wspaniały widok,

 można dotknąć nieba

i głęboko oddychać

 

a zapachy traw,

ściętego siana

wirują w głowie

jak księżyc dookoła

kanciastej ziemi

 

te filary, granie

podtrzymują

nasz świat a może

i wiele innych

nieznanych nam

 

drewniane piszczałki

mieszają się z cykadami

barwiąc sny

 

woda jest mokra

a słońce cytrynowe,

ukojenie duszy

na połoninie szeleści.

 

z Powiśla,
patrząc na zdjęcia, 2 lipca 2012r.
 
***
czas zaplątuje się w listki

Delikatność

płynąca w powietrzu

elektryzuje zmysły

 

można zapomnieć

o stronach świata

i smakować jej eteryczność

 

zastępuje wodę,

sama w sobie

jest bijącym źródłem

 

czas zaplątuje się w listki

udając wiatr,

ale nadal dłuższa chwila

jest za krótka

 

pozostaje zapach

zapisany w pamięci.


Warszawa, 7 lipca 2012r.