Polska: Łańcut

Jolanta Michna

Salon słowa

            Urodziłam się w Łańcucie. Mieszkam w miejscowości Wysoka. Jestem absolwentką Wyższej Szkoły Prawa i Administracji w Przemyślu oraz Wyższej Szkoły Zarządzania w Rzeszowie. Pracuję jako księgowa.

            Wiersze piszę od kilkunastu lat o różnej tematyce, traktując ten życiowy etap jako przygodę, która przyszła tak nagle bez zapowiedzi. Większość moich prac spoczywa na dnie "szyflady". W wierszach poruszam tematy związane z życiem, miłością czy śmiercią. Porzez poezję pragnę pokazać jak wielką wartością jest życie, człowiek, istnienie, nie omijam tematyki religijnej.

            W 2012 roku wydałam charytatywnie dwa tomiki wierszy "Nie ma nic bardziej konkretnego jak życie" oraz "Świąteczny Prezent". Tomiki poświęciłam chorej na Zespół Aperta Amelii Czekańskiej z Krasnego. /www.ameliaczekanska.pl/.

Jestem współautorką Almanachów Poetyckich między innymi "Dla Jego Bolesnej Męki" /2013/.

Kilka moich  wierszy ukazało się na łamach Angory, Kontakty, Nasz Dziennik, Głos Gminy Łańcut.

 

 

 

W przyszłości pragnę wydać własny profesjonalny tomik poetycki.

https://www.youtube.com/watch?v=TbwKT1U6G4g

https://www.youtube.com/watch?v=4AiCLVLkJts

jola_m4@tlen.pl

 

Zapraszam do lektury moich wierszy.

 

wiosna w górach

 

wiatr lekko musnął ciepłym podmuchem

zieleni rumieńcem odkryte trawy

na leśnych zboczach śmieją się kwiaty

liliowe krokusy

 

drzewa zielenią pączki rozwijają

mgiełka ulotna krąży nad modrzewiem

zakwitły krzewy na tle szarej ściany

ziemistych buków

 

potoki szemrzą błyszczą w świetle słońca

wzburzonym nurtem oddają odgłosy

gałęzie olchy wypatrują zwierza

burego niedźwiedzia

 

na niebie płyną nieprzytomne chmury

odgłosem ptaków budzi się przyroda

kałuże w słońcu wysychają żwawo

podsuszone szlaki

 

 

w płatkach tulipana

 

w delikatnym kielichu

purpurowego tulipana

ułożyłam do snu

wszystkie smutki i radości

 

błądziłam w progach

podświadomości

szukając właściwej drogi

 

nazajutrz słońce rozwinęło

śpiące płatki

wypłynęły myśli

niczym rozsypana mozaika

 

krajobrazem papierowej

mapy

 

upływają minuty

bezpowrotnie

 

dotyk

 

dotykam twojej dłoni

czuję jak drży

boi się

spadających marzeń

 

istnienia kruchości

powiązanych linii

przeznaczenia

 

dotykam twojej dłoni

dojrzałej

owiniętej bandażem

doświadczeń

 

między palcami

odnajduję ukryte pragnienia

 

pomiędzy

 

pomiędzy wschodem a zachodem

biegnie życie

codzienność

 

pomiędzy słowem a ciszą

wiszą marzenia

ocean myśli

 

pomiędzy niebem a ziemią

tańczy natura

słońce i deszcz

 

pomiędzy nami kwitną róże

pachną miłością

ptęgą uczuć

 

wiosna niejedno ma imię

 

toniesz w bezruchu

w śladach rozpływającego

śniegu

błądzą twoje myśli

budzi się życie

 

matka natura

miała przynieść nadzieję

wiarę w lepsze jutro

 

 

zamknęła powieki

ułożyła marzenia

w drewnianej skrzynce

zapisała książkę

życia

 

nie dla ciebie budzi się wiosna

 

jest takie miejsce

 

jest takie miejsce które onieśmiela

budzi niepokój zagłusza sen

tworzy granicę zamkniętych reguł

gdzie ludzkie życie przytłacza cień

 

tu radość chowa słodkie uśmiechy

rodzi braterstwo równości siłę

nieważne stopnie wszelkie posady

cierpienie łączy pożółkłą chwilę

 

tu miłość piękniej rozwija kształty

zbliża rozmową czułości tchnieniem

za oknem biegnie życie normalnie

tutaj nadzieja cichym marzeniem

 

jest takie miejsce które onieśmiela

pokory uczy kruchości istnienia

skłania do myśli i życia oceny

człowiek nabiera innego patrzenia

 

w kolejce do nieba

 

w milczeniu

spadają łzy na marmurową

posadzkę

 

wczoraj słychać było śmiech

dzisiaj cisza

zamknęła usta

 

pojawiła się ciemność

głucha próżnia

nieopisanego spokoju

 

tam nie ma żywych

tam nie ma umarłych

 

wszyscy na równi

 

czekają

bez  pośpiechu

 

w kolejce do nieba     

 

obraz nicości

 

czujesz się jak ptak

uwięziony w klatce

odtrącony

nosisz maskę

niczym klaun

 

czas pieści

zasuszone zmarszczki

wspomnień

 

boisz się spojrzeć

na świat inaczej

otworzyć

zardzewiałe okno

 

nie wierzysz już w Boga

dokonałeś wyboru

upijasz

serce na trzeźwo

 

w wyobraźni

malujesz obraz

wymarzonej odnowy