Polska: LUBELSKIE

Zbigniew KOZAK

Artystyczna "Złota rączka"

Zbigniew Kozak ur. w 1958r., rzeźbiarz, ludowy poeta, autor bajań i podań.
Autor tomiku poetyckiego Moje powroty (2005), współautor książki O zabawach, zabawkach i nie tylko (2012). W jego przypadku trudno oddzielić od siebie pisanie wierszy, bajanie tutejszą gwarą i rzeźbiarstwo. To wszystko u niego przenika się i uzupełnia wzajemnie. Tematykę utworów literackich stanowią wspomnienia z dzieciństwa, rodzinnego domu i dawnej wsi, także miejski gwar, pośpiech oraz wielka tęsknota za naturą. Wyraża troskę nad zanikiem dawnych wartości, tradycji i obyczajów, a także zachwyt nad pięknem przyrody i ulotnością chwili. Czytając jego wiersze i opowiastki należy szukać uzupełnienia patrząc na fotografie jego rzeźb...

Noc

noc zlana srebrem
to szczęśliwa noc
dla kochanków
bo przy księżycu tylko
wyznaje się miłość

noc zlana srebrem
to noc natchniona
dla poetów
bo w taką noc
dusza artysty
westchnieniem swym
spać nie daje
jak lunatyk wyciągnąwszy dłonie
błądzi bezwiednie
potrąca struny uśpione

noc zlana srebrem
dla kochanków tylko
i dla poetów
bo w taką noc
jednakowo nieprzytomni


Podkowy na szczęście

dziś próżno szukać
podkowy na szczęście
ucichł gwar chłopów
rżenie koni przy kuźni
kowal nie dzwoni
młotem w kowadło
nie wykuwa
prawdziwego szczęścia

staruszka kuźnia
jedna z ostatnich
chyli się do ziemi
cicho smutno i spokojnie
jak człowiek u kresu
swojego tu i teraz
wspomnieniami trzymając się jeszcze

kowal był mlody silny
pełen zapału
usmolona twarz i ręce
podwinięte rękawy
żyły jak baty
czuć krzepę

ogień się żarzy
w kotlinie paleniska
ściany osmalone od dymu
jak w kurnej chacie
zapach grzanego metalu
snopy iskier krzesane młotem
on jak czarodziej
łączy kuje urabia
to co najtwardsze
wyrabia z metalu cudeńka
swoją siłą i mądrością przodków

żal mi, że kowal już niemłody
że kuźnia staruszka
że cisza dokoła
że próżno szukać...
i wieś jakby inna


Wawrzkowe bajania

    Dawni na wsi było inacy. W latach sześdziesiuntych jak bułom dzieckom, nikt ni mioł telewizora. Jesce tylko "kołchoźniki" były włuncone na łokrungło w dumach śpiwały, coś pletły, ni bardzo kto słuchoł. Wceśny ronek wygonioł ludzi latom w pole, noc zgonioła do dumu. Umoncuny cłowiek usypioł łod razu. W niedzielo tylko buł łobrzundek, trza buło pójść na piechoto do Końskowoly, do kościoła na sumo. Kowołek drogi buło gościńcom to i nogi bolały. Pod wiecór sunsiady sio schodzili na ławko pod płotom, przy drodze. Godały ło polu, ło zbożu, ło ciąski robocie, ło dziecioch cosem i ło głupotoch pletły. Psychodziuł nieros taki bajorz Wawrzek. Starutki poczciwina, zartować lubioł i łopowiadoć to i ludziska go lubiały. Wołały na łowke. Siodoł, lasko łopieroł przy kolonie. Łopowicie co Wawrzek – kto zagodoł.
A co tu godoć – łudawoł ze nimo chonci, ale zaro zacynoł. A godołem wum jak  łorołom pode lasom? Ni. To powiadojcie, powiadojcie. No to było tak. Po południu pojechołom pod Kozi Bór za warszawsku szoso. Łorołom kawołek skiba po skibkie do wiecora sio zesło. Juz ciomno sio robiło, paro skib zostało to po ciomku skuńco. No i widzita chłopy coś dziwnego sio dzioć zacyno. Co idu skibu łod lasu kuń ciungnie co sił, jak ku lasowi, kuń ciugnuć nie chce. Ciomno, blizy lasu staje, parsko, nie chce iść. Z powrotom letko jakby łuciekoł. Jakoś i mnie strasno zrobiło, w kolo zywoj dusy ni mo. Kuń modre stwozenie – myślo sobie, coś nidobrego cuje. J jo sio tyz boć zacunom, ale ido znowu w struno lasu. Kuń staje, boi sio. Coś przy losie skomly, jokby cicho wyje. Dresc przesed mnie po plecoch. Kunia zaprzungom do woza, myślo jutro skuńco. Pług zostawiulom w polu i do domu prondko. Nic tylko strasy. J co? J co dalej? Ano rono jado pod los, trza skuńcyć roboto, kunia nie wyprzągum, najpirw pójdo sprawdzo moze co zoboco. Jdo powoly, słuchom, nic nie słyso. Podchodzo blyzy laso, patrzo coś z pod skiby wystaje, kosmate. Podchodzo blyzy przyglundum sio. Ooo do ciorta! Wita co to było? No co? Co? A łogun wilka, ło toki długi – pokazuje. Społ droń na polu, przyłorołom musi po ciomku i skomloł i woł, a w nocy sarpoł i sarpoł az se łurwoł i polecioł do losu. Eee Wawrzek łosukujecie, a mocie tyn logun pokozoć? Pokozoł bym, bo rzuciułom na furo, przywiozłom do dumu, ale zapumniołom schowoć na noc. Nocu Burek scekoł i scekoł, musi wycuł i wynios w pola. Posarpoł z innomy psomy, bo wilków straśnie nie lubiu. Etom Wawrzek pleciecie. Nie wierzyta to juz wom nic nie łopowim.
Wstoł, wziun losecko i poset du dumu. Prowda? Cy ni prowda? Nie wi nikt. Moze i tak było.
                                Zbigniew Kozak, gwara z okolic Końskowoli, woj. Lubelskie