Polska: Łambinowice

Anna Przeździecka

Salon słowa

O CIERPIENIU, CO USZLACHETNIA

 

Źle mi się cierpi, Panie,

I nie chcę już dłużej.

Tyś ponoć moim obrońcą!  

Czym żem  zasłużył

na takie karanie bez końca?

 

Nie kładź mnie między cienie.

Nie zgadzam się na to,

by kulą u serca mi było

ciągłe cierpienie garbate,

od zawsze do zawsze.

 

Każdy w pakiecie od Ciebie otrzymał

jakieś gadżety łaskawsze

na krótszą czy dłuższą chwilę.

Mnie nic nie dano z łakoci życia,

nawet marne pół kilo.

 

Dobrze, że jesteś, Panie,

bo mogę w modlitwie

podszytej buntem

odwołanie złożyć ze służby

ponoć szlachetnej z gruntu.

 

Lecz niech Cię bunty me nie gniewają,

w zamkniętych pięściach je schowam.

I chociaż wrzeszczę, Ty mi dopomóż,

niech te, co zabyły całować,

choć krótki kantyk zaśpiewają

jeszcze.

***

Z WIOSNĄ

 

Zapachniała mi czeremcha

do ogłupienia.

Pszczoła nos mój namierzyła,

lecz się rozmyśliła

i dała nura

w płatki kwitnącej jabłoni,

gdzie się sen wiośniany

motylowi przyśnił.

A szafirki zniebieściły

rabatkę pod wiśnią,

aż trzmiel zasapany

buczy cały happy.

Bzowy krzaczek

gałązki krzepi

pod ciężar kwiecia.

Słowik przyleciał

kryjówkę szykować

przed kotem krętaczem,

co zbyteczne raczej,

bo kot zakochany

wiśniowo i bzowo,

wiosną pijany

drze się po nocach.

Solista się znalazł,

co się wyżala

żabiemu chórowi.

 

Tak to człekowi

czeremcha wonieje,

że z wiosną durniejesz,

totalnie durniejesz.

***

Z BUTA GO

 

Czemu krajobrazu urok

nie otula, nie wnika,

ucieka gdzieś

i kryje się przy pomnikach

z pamiętnej przeszłości.

 

Jeśli czasem zagości

na promieniu słońca,

to boli.

 Jeśli czasem,

tak mimo woli,

zechce się wrosnąć w to piękno

z pragnień wysnute,

to absurd go z buta!

Z buta!

Z buta!

 

Krajobrazu urok

pędzi przodem,

a ja w ogonie absurdu

już go nie dogonię.

Nie dogonię.

***

ZNALEŹNE

 

   Pochylić się nad ustami

w szarościach znalezionymi

i przywłaszczyć.

Niech pragnienia

sumienie przygłuszą,

żeby poprosić:

„Odwróćcie oczy,

zasłońcie uszy.”

    A jednak

nie potrafię po ciemku.

Tak dużo we mnie

koszmarnego  lęku

o cudze myśli.

I złudzeń za dużo.

   Przecież nie ukradłam!

Takie słodkie

leżały na bezdrożach.

Znalazłam !

Pozwólcie mi się schować

w ciepłych ramionach,

a odżyję może

zadziwiona szałem.

   Znaleźnego nie chcę.

Zabiorę i zataję tylko

wszystko.

    Czemu jakieś oczy

pełne łez?

   Już dobrze, oddaję …