Polska: Kurów

Helena Kołodziej

Salon słowa

HELENA  KOŁODZIEJ  ur. w 1925 r. we wsi Płonki gmina Kurów, woj. lubelskie.   

   Ukończyła siedmioklasową Szkołę powszechną w Kurowie. W latach okupacji hitlerowskiej wzięła udział w szkoleniu udzielania pierwszej pomocy, którą niosła członkom podziemia walczącego z okupantem. Po wojnie udzielała pomocy pielęgniarskiej ludziom z najbliższej okolicy. Po  odwilży politycznej uznana została kombatantką Armii Krajowej, posiada stopień porucznika.                                                                                                                  

Przez wiele lat działała w Kole Gospodyń Wiejskich w Płonkach, była współorganizatorką dożynek w tej miejscowości.

Swój  pierwszy wiersz napisała przed Bożym Narodzeniem tuż po wojnie. Dziś mimo wielu przeciwności losu opiewa w swoich wierszach piękno Płonek oraz uroki życia i ludzkiej życzliwości.

Swoje  pierwsze wiersze publikowała kilkakrotnie w „Żywią i  Bronią”- Biuletynie Stowarzyszenia Żołnierzy Batalionów Chłopskich w Lublinie (do Stowarzyszenia należał jej mąż Stanisław Kołodziej).

 

 

Moja poezja                                                               

Czym jesteś dla mnie poezjo?

Czy  niczym, czy tylko cieniem?

         A może duszy mojej

         Uskrzydleniem,

Która  pod twym dotykiem

Wznosi się w przestworza

         Skąd widać świat piękny

         W  kolorowych zorzach. 

 

 

 

 Wiosko  moja rodzinna

 

Wiosko  moja rodzinna,

Ukochane pola

         Mocno  się związała

         Z  Wami moja dola.

Ziemio  ojców  moich

Tak bardzo  bym chciała,

         Żebyś  mi  historię

         Swą  opowiedziała.

Lecz  nie  zaspokoisz

Mojego  pragnienia,

         Bo  twa mowa trudna

         Jest  do  zrozumienia.

Mówisz  szumem  wiatru,

Śpiew, to  ptaków  głosy.

         Całujesz  mnie  słońcem,

         Płaczesz  kroplą  rosy.

 

 

 

 

    Poranek  na  wsi

 

            Ledwie  wzejdą  zorze

                            I  zabłyśnie  dzionek,

                                      Na  błękitnym  niebie

                                      Wznosi  się  skowronek.

                            W  jego  małym  dziobku

                            Brzmi  srebrna  muzyka,

                                      Która  jest  nagrodą

                                      Z  trud  dla  rolnika.

 

 

                            Zima  na  wsi

 

                            Śnieg  jak  w  maju  kwiaty

                            Pokrył  bielą  drzewa,

                                      A  zamiast  słowika

                                      Czarna  wrona  śpiewa.

                            Tulą  się  do  zagród

                            Te  zmarznięte  ptaki

                                      By  tu  znaleźć  pokarm,

                                      Chociaż  byle  jaki.

                            W  zamarzniętej  wiosce

                            Przemarznięci  ludzie

                                      Ciężko  się  mozolą

                                      W  swym  codziennym  trudzie.

 

 

 

 

                     Zimowa  tęsknota

 

                   Tęsknię  za  ciepłym  wiatrem

                   Pachnącym  nagrzaną  ziemią.

                            Tęsknię  za  słońcem,

                            Które  całuje  moje  włosy

                   I  za  zieloną  trawą

                   Błyszczącą  od  kropli  rosy.

                            Czekam  na  przebiśniegi,

                            Kiedy  spod  śniegu  wychylą  kwiaty

                   I  na  pachnące  fiołki

                   Rozsiane  wokół  mojej  chaty.

                            Gdy  śpiewający  skowronek

                            Zawiśnie  na  błękicie,

                   Uskrzydli  moją  duszę

                   I  wzmocni  moje  życie.

 

 

                   Lato

 

                   W  utkanej  z  mgły  szacie

                   Słońcem  przetykanej

                            Idzie  przez  pola  lato

                            Ciepłe  i  ukochane.

                   Między  dorodne  kłosy

                   Wkłada  kwiaty  swoje

                            Najczęściej  to  bywają

                            Chabry  i  powoje.

 

 

                              Matka  Boska  Zielna

 

                            Już  złoto  i  srebro

                            Posprzątano  z  pola,

                                      Zamiast  tych  odblasków

                                      Szarzeje  się  rola.

                            Już  pachnący  dywan

                            Koniczyny  zżęto.

                                      Już  niedługo  będzie

                                      Dożynkowe  święto.

                            Najpiękniejsze  kłosy

                            Ozdobimy  zielem,

                                      Żeby  je  poświęcić

                                      W  Kurowie  w  kościele.

 

 

 

                            Jesień

 

                            Szum  jesiennego  wiatru

                            Po  nocach  mnie  często  budzi.

                                      Czuję  się  czasem  samotna,

                                      Chociaż  żyję  wśród  ludzi.

                            I  tak  w  osamotnieniu

                            Zapisuję  swe  wiersze,

       Często  bywają  smutne.    

       Czasem  są  też  weselsze.

 

 

 

 

                    Refleksje

 

                   Bywają  takie  chwile

                   Wśród  smutnych  życia  dni,

                            Że  we  śnie  i  na  jawie

                            Wciąż  szczęście  mi  się  śni.

                   Lżej  znoszę  swe  cierpienia,

                   Z  którymi  trzeba  żyć.,

                            W  ogóle  się  wydaje,

                            Że  ludzie  nie  są  źli.

 

 

 

 

 

 

 

                   Przemijanie

 

                   Przepłynęła  młodość

                   Jak  wiosenny  wiatr.

                            W  ciepłym  słońcu  lata

                            Przekwitł  życia  kwiat.

                   Przyszła  smutna  jesień,

                   Zwykły  życia  los

                            Młodość  nie  powróci,

                            Choćby  płakać  w  głos.

                   Każda  pora  życia

                   Swe  uroki  ma,

                            Nie  musi  być  smutna,

                            Nie musi  być  zła.

                   Przy  Bożej  pomocy,

                   Ludzkiej  życzliwości,

                            Można  też  w  jesieni  życia

                            Przeżywać  radości.